|
![]()
wiersze ![]() Mam, tak samo jak ty, Miasto moje a w nim: Najpiękniejszy mój świat Najpiękniejsze dni Zostawiłem tam, kolorowe sny Kiedyś zatrzymam czas I na skrzydłach jak ptak Będę leciał co sił Tam, gdzie moje sny, I warszawskie kolorowe dni Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt Już dziś wyruszaj ze mną tam Zobaczysz jak, przywita pięknie nas Warszawski dzień Mam tak samo jak ty... Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański szczyt Już dziś wyruszaj ze mną tam Zobaczysz jak, przywita pięknie nas Warszawski dzień Warszawski dzień, warszawski dzień A kiedy będę umierać. A kiedy będę umierać, skoro umierać mam, ty nie bądź przy tym i nie radź: już ja potrafię sam. Ja chcę mieć oczy otwarte i podniesioną skroń, chcę umrzeć ot tak - na wpół żartem, a w ręku niech będzie broń. Niech mi przywieją wiatry brzęczenie dalekich pszczół, niech Wisłę zobaczę i Tatry, wszystko, com kochał i czuł. Wystarczy, żeby mnie uczcić, czyjś krótki, serdeczny płacz. Przyjaciele niech przyjdą narzucić na trupa żołnierski płaszcz, niechaj złożą mnie w ziemię czerstwą, tam gdzie padnę - na świecie gdzieś, niechaj wspomną moje żołnierstwo i niepodległą pieśń, a potem niech idą w pola ojczyste krew przelać z żył. Taka jest moja wola. Po tom śpiewał i żył. Władysław Broniewski ![]() Bławatek Jaki to chłopiec niedobry! Tak mnie wciąż zbywa niegrzecznie, Muszę się gniewać na niego, Gniewać koniecznie. Niedawno wyrwał mi z ręki Zerwany w polu bławatek i przypiął sobie do piersi Skradziony kwiatek. I jeszcze żartował ze mnie, Gdym się żaliła na psotę, Bo mówił, że ma coś więcej Ukraść ochotę. Że oczy moje piękniejsze Niźli ten kwiatek niebieski, Że chce pić rosę z bławatków, A z oczów łezki. I mówił dalej niegrzeczny, Że mnie rodzicom ukradnie, Tak straszyć kogo, doprawdy Że to nieładnie. Chciałabym gniewać się bardzo! - Nie widzieć więcej... ach! trudno; Wiem, że mnie samej bez niego Byłoby nudno. Ale go muszę ukarać, Podstępu na to użyję: Będę umyślnie płakała, Niech łezki pije! Adam Asnyk. ![]() Rozmowa liryczna - Powiedz mi, jak mnie kochasz. - Powiem. - Więc? - Kocham Cię w słońcu. I przy blasku świec. Kocham Cię w kapeluszu i w berecie. W wielkim wietrze na szosie i na koncercie. W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach. I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona. I gdy jajko roztłukujesz ładnie - nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie. W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku. I na końcu ulicy. I na początku. I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz. W niebezpieczeństwie. I na karuzeli. W morzu. W górach. W kaloszach. I boso. Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą. I wiosną, kiedy jaskółka przylata. - A latem jak mnie kochasz? - Jak treść lata. - A jesienią, gdy chmurki i humorki? - Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki. - A gdy zima posrebrzy ramy okien? - Zimą kocham Cię jak wesoły ogień. Blisko przy Twoim sercu. Koło niego. A za oknami śnieg. Wrony na śniegu. Konstanty Ildefons Gałczyński Gaweda o milosci ziemi ojczystej .Bez tej milosci mozna zyc, miec serce suche jak orzeszek, malutki los naparstkiem pic z dala od zgryzot i pocieszen, na wlasna miare znac nadzieje, w mroku kryjowke sobie uwic, o blasku prochna mowic ,,dnieje'', o blasku slonca nic nie mowic. Jakiej milosci braklo im, ze sa jak okno wypalone, rozbite szklo, rozwiany dym, jak drzewo z nagla powalone, ktore na plytko wroslo w ziemie, ktoremu wyrwal wiatr korzenie i jeszcze zyje czastke czasu, ale juz traci swe zielenie i juz nie szumi w chorze lasu? Ziemio ojczysta, ziemio jasna, nie bede powalonym drzewem. Codziennie mocniej w ciebie wrastam radoscia, smutkiem, duma, gniewem. Nie bede jak zerwana nic, Odrzucam pusto brzmiace slowa. Mozna nie kochac cie - i zyc, ale nie mozna owocowac |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||